22 maja 2018

Kiedy robisz coś po swojemu - inni mówią! #refleksjeprzykawie


W głowie zapętlałam francuskie kawałki. Żelazkiem niezdarnie jeździłam po świeżo wypranych białych spodniach i zaspanym wzrokiem szukałam wełnianej, granatowej marynarki. Na nos nakładałam puder mineralny, a niech twarz też oddycha - mamrotałam pod nosem. Drugą ręką nawijałam swoje proste włosy na elektryczną lokówkę. To już tak weszło mi w krew, że chyba nawet nie myślę, kiedy to wykonuję. Lubię siebie w takiej wersji i kiedy ktoś pyta: po co Ci to? I chce Ci się tak je kręcić? Ty tak codziennie? To zerkam i całkiem stanowczo odpowiadam: Tylko wtedy, kiedy mam ochotę, a że mam wielką ochotę na pełne życie, to prawie codziennie! Przecież to ja. Bałagan na głowie, zdradza moje roztargnienie wewnątrz. Proste włosy zawsze stawiały mnie w stereotypie grzecznej, poukładanej, spokojnej i bez pomysłu na siebie i nawet jak wewnątrz ciało krzyczało coś innego, mój wizerunek zdążył już udzielić odpowiedzi. Czułam się bezradnie i nieswojo. Teraz wszystko jest na swoim miejscu, a ja całkiem dobrze czuje się we własnej skorupce, którą obdarzył mnie Bóg. A czy tak będzie zawsze? Tego nie wiem. W ogóle akceptacja to wciąż aktualny temat. Kobiety lubią drążyć, szukać i podważać, nawet w sytuacji, kiedy wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Jesteśmy skomplikowane, a tak naprawdę czasami same komplikujemy i szukamy dziury w całym. Wizerunek to jedno, a gdzie cały szereg własnych cech, emocji, które wyraża nasze ciało, uczuć, które kierujemy do innych czy codziennych zachowań? Kiedy zaczynamy myśleć o tej całej siatce ludzkich zachowań kręci nam się w głowie, w końcu machamy na to ręką i wracamy do tego, co było, i co znane. Bo boimy się zmieniać. A czasem znowu tak usilnie tkwimy w swoich nastoletnich postanowieniach, że nawet nie zauważamy, że one już dawno zdążyły się zdezaktualizować. Wszędzie potrzebna jest równowaga.

21 maja 2018

Jestem zwyczajnością chwili


Jestem zwyczajnością chwili. Jestem poszukiwaczem pięknych przeżyć, uczuć i doświadczeń. Gubię się, aby za chwilę na nowo odnaleźć. Kolekcjonuję momenty, inspiruję się dawnymi czasami i manierami również. Potrafię krzyczeć z radości biegając po łące i płakać z byle powodu. Dla jednych zwykły dziwak, dla innych pokrewna dusza. Zawsze otwarta na ludzi i ich świat. Czasem pod nadmiarem informacji nasiąkam jak gąbka. Gubię się w chaosie informacji i uparcie szukam równowagi. Zakochana w Portugalii, nietkniętych cywilizacją terenach, magicznych plażach i ogromnych klifach, gdzie wstrzymuje się na kilkanaście sekund oddech. Często wsłuchuję się w odgłos wody, błądzę wzrokiem po jej zmieniających się kolorach i w myślach mocno ją tulę. Czuję wolność, kiedy mam mokre stopy od delikatnego piasku, włosy zmierzwione morskim powietrzem i skórę muśniętą ciepłym słońcem.

19 maja 2018

Pomysły na aranżację balkonu w bloku / moja oaza


Otwieram oczy. Przez grube zasłony przebijają się nieśmiałe promienie słońca. Czuję ulgę. To było zaledwie kilka chłodniejszych dni, ale przez ten czas zdążyłam zatęsknić za uściskiem ciepłej wiosny. Zerkam na telefon, nie dzwoni. Świat zwolnił. Ja też. Pomału wychodzę spod ciepłej pościeli i zmierzam w kierunku balkonu. To moja mała oaza. Miejsce, gdzie znajdę kwiaty, przeczytam dobrą książkę i pobędę sama za sobą. Kubek z gorącą kawą ląduje na stoliku, moje ciało na wygodnej sofie. Rozglądam się i spojrzeniem witam wszystkie rośliny. Obok lawenda tuż obok niej rozmaryn i tymianek. Pachną niesamowicie! W powietrzu unosi się zapach nadchodzącego lata. Czuć poranną wilgoć i słychać śpiew ptaków. Na placu zabaw jeszcze nikt się nie bawi. Delektuję się ciszą. Jest mi dobrze.

16 maja 2018

Czy social media psują nam życie?


Ciepłe, lepkie powietrze poprzedniego dnia zamienia się w chłodną bryzę. Nim się orientuję, że to zmiana pogody tak bardzo wpłynęła na mój stan ducha mija dobrych kilka godzin. W końcu (ostatkiem sił) siadam w wygodnym fotelu na środku pokoju, otwieram szeroko balkonowe okna. Zaciągam się powietrzem i śpiewem ptaków. Odgarniam włosy z twarzy i sięgam po świeżo wycisnięty sok z grejpfruta, który przyniósł mi mąż. Odprężam się. Już nie poganiam. Nie wymagam od siebie więcej. Siedzę i obserwuję. Czuję, że moje ciało ogarnia chłód. Na skórze pojawia się gęsia skórka. Szok termiczny działa na mnie pobudzająco, bo już po kilkunastu minutach odzyskuję trzeźwe myślenie i wraca przypływ kreatywności. Przyjmuję je z otwartymi ramionami, czulę otulam i biegnę po laptopa, aby zdążyć zapisać wszystko to, co właśnie przeze mnie przepłynie...

Instagram