8 grudnia 2017

O walce z pragnieniami, wieczorach spędzonych pod warstwą grubych swetrów i zdaniu, które wywołuje we mnie spokój


Tymczasem przyszedł grudzień. Pod warstwą grubych swetrów zatapiam się w słowach kolejnej książki. Głęboko schowana w miękkiej wełnie czuję się bezpiecznie odizolowana od wszystkiego, co mogłoby rozpuścić moją kojącą przestrzeń. Przełykam ciepłą herbatę z cytryną, odgarniam włosy z czoła i przygryzam wargę. Zawsze to robię, kiedy jakiś tekst nadmiernie mnie pochłonie. Walczę z tym, ale czasem mam wrażenie, że to wrosło we mnie i już za późno na zmiany. Choć podobno nigdy nie jest na nic za późno…ani też za wcześnie.

Wieczorna nostalgia

Wieczorna nostalgia to ostatnio moje ulubione zajęcie. Lubię rozmyślać, czytać, rozważać i na nowo się inspirować. To uczucie śmiało mogę porównać do lotu samolotem, kiedy już siadam na swoim miejscu i zapinam pas…mam czas tylko dla siebie. Otaczające mnie rozmowy, śmiech, krzyki, hałas - to wszystko przestaje istnieć. Wyłączam się. Dokładnie w tej chwili wznoszę się ponad to, co w biegu przez codzienność wydaje się często chaosem. Z lotu ptaka wszystko wydaje się trochę mniej skomplikowane i bardziej oczywiste. Krajobrazy zachwycają, myśli układają się w całość i czujesz każdą cząstką siebie. O ile łatwiej wtedy wytyczyć kierunek. Może zapytasz, jak tego doświadczać w codziennym życiu? Ja mam na to tylko jeden sposób i zawsze, kiedy w mojej głowie rozpoczyna się gonitwa myśli, cudzych i niepotrzebnych pragnień…staję przed lustrem z wyprostowaną sylwetką i głośno mówię do siebie:

"Nie zatrzymuj się na tym, czego nie dostałaś, tylko zobacz, że dostałaś wystarczająco dużo, żeby iść dalej"

Po tych słowach czas płynie dalej, deszcz nie przestaje padać, wieczory są tak samo długie, ale w mojej głowie odzywa się spokój, który wprowadza mnie w aurę wzruszenia, czasem radości. Tak naprawdę za każdym razem, kiedy je sobie przypominam odczuwam coś nowego i to jest piękne!

Jestem pewna, że też masz wystarczająco dużo, aby iść dalej...


Zdjęcia do dzisiejszego wpisu zrobiliśmy w Lizbonie, to właśnie one przypomniały mi o emocjach, które rodzą się we mnie…będąc setki kilometrów nad ziemią.

zdjęcia: Mateusz/postprodukcja: ja

BOTKI - Renee
MARYNARKA  - Mango
JEDWABNA APASZKA - Madelle.
MOM JEANS - Zara
LNIANA KOSZULA - H&M Trend
« Nowszy post Starszy post »

11 komentarzy

  1. Pięknie napisane. Dodałas uroku Lizbonie. Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurde, to zdanie przekazuje tyle prawdy... ;) pozdrawiam i zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam dużo siły i chcę mieć dużo siły :-) dla mojego 2,5 latka ;-) Pięknie wyglądasz. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. tak...dostałam wystarczająco dużo, żeby mnie przygniotło, ale jestem silna, wstaję i idę dalej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam bardzo mocno kciuki! I dodaję otuchy...

      Usuń
  5. Świetna stylizacja, bardzo podoba mi się detal w postaci stylowej apaszki :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Koisz złamane serca...😢

    OdpowiedzUsuń
  7. Naprawdę piękna marynarka! :)

    OdpowiedzUsuń

Instagram