28 lutego 2018

Czy warto zdobyć się na odwagę, kiedy się boisz?


Zapadał zmierzch, zmęczony wzrok wędrował po monitorze zakurzonego laptopa, a dłonie gładziły delikatny policzek. To jeden z tych dni, kiedy pracy jest więcej niż dziennego światła, ale upór i sumienność zdają się prowadzić w tym starciu. Jeszcze przez chwilę nie poddajesz się. Wysyłasz ostatnie poprawki, dopinasz nowy projekt i czujesz, jak świat zwalnia bieg, a telefon przestaje dzwonić. Ten brak dźwięku oznacza tylko jedno, nadszedł wieczór. Cichy, spokojny towarzysz, który zawsze rozumie. Zmierzasz więc w kierunku ulubionego fotela, w jednej dłoni trzymasz kubek z gorącą jaśminową herbatą, a w drugiej ciepły, wełniany koc. Masz wrażenie, że nic nie powstrzyma Cię przed dokończeniem tego aktu. Twój plan jest prosty - chcesz zanurzyć się w marzeniach i pobyć ze sobą. Tak zwyczajnie. Po swojemu. Wciąż w głowie masz słowa Agnieszki Maciąg "za każdym razem, kiedy wsłuchujesz się w kobietę obecną w Twoim wnętrzu, docierasz do swojego prawdziwego ja. To, co odkryjesz, będzie wspaniałe. To, co odkryjesz, będzie Tobą." Chcesz w to wierzyć, dlatego z uporem maniaka kilka razy w tygodniu poddajesz się tej prostej przyjemności. Czasem towarzyszą temu płodne rozmyślania, innym razem nie przychodzi Ci nic do głowy, ale ta niemoc też okazuje się być pomocna i potrzebna, bo kolejnego razu ruszasz z miejsca...

Życie w miarę układa się po Twojej myśli. Żyjesz w bezpiecznej przystani, gdzie co jakiś czas odchodzą nowe, malutkie łodzie. Nie spodziewasz się czegoś wielkiego, przecież masz tutaj wszystko, co lubisz i z czym czujesz się bezpiecznie. Nie rzucasz się w wir nowych, wielkich rzeczy. Innym mówisz, że tego nie potrzebujesz, a w głębi siebie wiesz, że przerasta Cię strach, który paraliżuje każdą cząstkę Twojego ciała. Ile razy próbowałaś coś zmienić i wyjść poza wygodny obszar? Ile razy otrzymałaś szansę na sprawdzenie siebie w czymś całkowicie nowym?

Pewnie wiele razy...

Dla kobiet, które potrafiły patrzeć strachowi w oczy już w pierwszych latach swojego życia, ten tekst nie wniesie pewnie nic odkrywczego, ale dla mnie znaczy bardzo dużo. Odwaga i nieśmiałość to zupełnie przeciwne bieguny, o czym mogłam przekonać się już jako dziecko. Skoro najbliższe otoczenie przypięło mi łatkę "tej nieśmiałej", w jaki sposób mogłam postępować inaczej? Przecież odejście od normy byłoby już pewną formą odwagi, a więc nie leżało w polu moich dozwolonych działań. W taki sposób przeżyłam kilka, a właściwie kilkanaście lat. Po drodze potykając się o zmiany, a może bardziej próby zmian mojego zachowania. Pomału otwierałam się na ludzi, budowałam swoje poczucie wartości, ale moja blokada nadal pozostawała obecna na pewnych polach. Nie potrafiłam przełamać swojego strachu jeśli chodzi o rozmaite wystąpienia publiczne. Wymuszane przez nauczycieli próby wyrwania mnie z tego błędnego koła za każdym razem kończyły się fiaskiem, co tylko potęgowało uczucie beznadziei. Przywykłam do tego. Przez dobrych kilka lat rezygnowałam, ba! wręcz unikałam sytuacji, które wymagałyby ode mnie publicznej prezentacji (jak choćby dobór kursów na uczelni). Głośno usprawiedliwiałam siebie, a w myślach toczyłam potężną wojnę. Kurczowo trzymałam się przeszłości, swoich przypiętych łatek i w pewnym sensie wygody. Emocjonalnie memłałam nieudane sytuacje, często do nich powracałam, aby tylko usprawiedliwić swoje decyzje.


Półka z napisem - przeszłość

Dopiero niedawno pojęłam, że to bezsensowne analizowanie nie prowadzi do niczego. Mogę przypominać sobie te przykre sytuacje, obserwować je w myślach, śledzić, omawiać, ale później za każdym razem mam je odłożyć na półkę z napisem - przeszłość! To już było. W naszym życiu największym przeciwnikiem - jesteśmy same dla siebie. Kiedy to zrozumiałam, wyruszyłam w piękną podróż! Pierwszym odważnym krokiem była moja samotna wyprawa do Portugalii z pewną marką obuwniczą, a ostatnio na przykład był to udział w nowym projekcie Answear, gdzie podczas rozmowy towarzyszyło nam kilka kamer. Do tej pory czuję ścisk w żołądku i dreszcz na ciele, ale jeszcze silniejsze jest moje wewnętrzne poczucie dumy, bo zrobiłam coś, o czym kiedyś bałam się nawet pomarzyć. To mój mały (wielki) sukces. Chcę o tym mówić, bo wiem, że są wśród Nas kobiety, które zmagają się z podobnymi lękami. Kiedy siedziałam już na fotelu, a przede mną były kamery i wzrok miłych panów obsługujących te maszyny, zrobiłam głęboki wdech, wyprostowałam się i powiedziałam do siebie: Raz kozie śmierć. Przez głowę mignęła mi jeszcze jedna myśl: "Będzie, jak będzie, ale teraz zależy mi na tym, aby cały projekt i praca wszystkich ludzi powiodła się." Tym sposobem przerzuciłam z siebie obszar ciężkości na całą grupę. Przestałam się skupiać na sobie, na tym jak wyglądam, czy odpowiednio się wysławiam...

A kiedy zaryzykujesz?

Każda z nas posiada własną strefę komfortu i przebywanie w niej to dla nas czysta przyjemność lub po prostu bezpieczeństwo oraz znajomość sytuacji. Bez tego nie możemy funkcjonować. To jest nasza baza, punkt wyjścia i obszar doskonały (tzw. wyspa). Ale pomyśl co może się stać jeśli Twoja stopa dotknie wody poza znajomym obszarem wyspy?

Wtedy dzieje się magia...dlatego od dzisiaj ufasz sobie, traktujesz siebie jak najlepszego przyjaciela, mówisz o sobie w pozytywny sposób i otwierasz się na zmiany. Oswajasz się ze strachem, bo tylko psychopata mówi, że się nie boi. Wszyscy się boimy, ale powolne wypływanie na pełne morze z ciepłych, domowych kapci może być najpiękniejszym doświadczaniem życia, jakie masz szansę teraz zrobić. Nie obiecuję, że będzie łatwo, że będzie prosto i przyjemnie. Przygotuj się, że nawet na spokojnym morzu, czasem szaleje potężny sztorm. Taka jest natura. Ale jak mówią mędrcy - "stojąca woda jest bezużyteczna", a codzienność, nawet ta najbardziej zachwycająca potrafi uśpić w nas czujność. Musisz wiedzieć, że nikt nie rodzi się odważny ani tchórzliwy. W taki sposób możemy się jedynie zachować w konkretnych sytuacjach.

"Z każdym doświadczeniem, dzięki któremu naprawdę stajesz w obliczu strachu i stawiasz mu czoła, zyskujesz siłę, odwagę i pewność siebie. Musisz robić rzeczy, o których myślisz, że nie możesz zrobić" Eleanor Roosevelt

paryzanka
zdjęcia: Mateusz

KOŻUSZEK - Zara
MARYNARKA - Mango
BERET WEŁNIANY - Zara
SZALIK - Stradivarius
PAZNOKCIE - Studio Papaya

Zdjęcia zrobiliśmy w klimatycznej Sewilli.
« Nowszy post Starszy post »

9 komentarzy

  1. Bardzo mądry post.Mysle ze zmotywuje do takiego dzialania wiele osób Trzeba pozbywać się swoich leków,a przynajmniej próbować. Wielokrotnie już to pisałam ale i tym razem muszę dodać ZDJĘCIA SĄ PIĘKNE. Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudnie jest doświadczać gdy już wyjdzie siè ze swoich ciepłych kapci.
    Mi jest jednak ciagle bardzo cieżko zrobić ten pierwszy krok choć już nie raz go zrobiłam i było wspaniale.
    Dla mnie wyzwaniem jest podróżowanie samolotem oraz na własną rękę ale jak do tej pory tylko tak podróżujemy i jest to najpiękniejsze przeżycie :)
    Myślę, że z kamerami miałabym podobnie jak Ty kochana. Jak na razie jeszcze nie miałam takiej okazji ale za każdym razem gdy mam coś nagrać chociażby na instastories to jest to dla mnie wyzwanie ... i nie przychodzi mi to tak łatwo jak innym ...
    jednak myślę, że warto wychodzić poza strefę komfortu i ja będę próbować :)
    Dziękuj Ci kochana za ten wpis:)
    Mam wrażenie, że czytasz w moich myślach.

    Weronika 🌹

    OdpowiedzUsuń
  3. Klimatyczna sceneria z stylizacją obłędną, zaczarowaną i tajemniczą. Marynarka z kożuchem i swetrem cudo. Zapraszam do obserwacji http://fantastic-brand.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo dla Ciebie za ten post ;) pozdrawiam i zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem tak dumna z Ciebie, że wyszłaś z tej sfery bezpiecznej przystani i pokonałaś swój strach! Wiem, jak to musiało być trudne dla Ciebie. Dlatego ten Twój sukces tak bardzo mnie cieszy! Ściskam Cię mocno!

    OdpowiedzUsuń
  6. Motywujesz. Po prostu. Skłaniasz do głębokich przemyśleń. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Musimy pokonać swoje małe słabości i lęki ..... ;)

    OdpowiedzUsuń

Instagram