21 maja 2019

Jak przygotowywałam się (psychicznie) do porodu?


Zapadł zmierzch. Blado-szare zasłony powiewały na chłodnym wietrze. Stopy dotykały podłogi, palce unosiły się jeden za drugim. W głowie tysiąc myśli i wir rosnącej nadziei. Czułam Twoją obecność, czułam, że już niebawem...wreszcie Cię poznam. Wreszcie się spotkamy. Jak dotąd bogata wyobraźnia w tym momencie totalnie zawiodła...a może ja sama nie chciałam z niej skorzystać. Wolałam ufać. W pełni ufać, że będzie jak należy. Wsłuchiwałam się w swoje ciało. Poznawałam je...

Nie chciałam ulegać standardowemu myśleniu. Nie chciałam, aby odebrano mi prawo do godności, szacunku czy intymności. To był mój wybór. „Historia nie musi się powtarzać” powtarzałam każdego dnia w myślach. Smutne scenariusze dalszych i bliskich mi kobiet, nie były przecież moimi. Gdy pojawił się Antoni zapragnęłam „napisać” nowy scenariusz. Stworzyłam w sercu, umyśle i ciele przestrzeń na piękne wydarzenie...

Modliłam się, aby mój syn przyszedł na świat pozbawiony traum i obciążeń. Otwierałam się na ten piękny dzień pielęgnując własną kobiecość każdego dnia ciąży... Podziwiając w myślach swoją siłę i naturalną zdolność dawania życia.

Pomoc innych kobiet

W odpowiednim czasie spotykałam (i sama poszukiwałam) wartościowe, pełne miłości kobiety, które moment narodzin swoich dzieci wspominały w sposób wyjątkowy. To dawało mi kobiece zrozumienie i poczucie bliskości. Czułam, że jestem we właściwym miejscu. Z każdym dniem znikało poczucie zagrożenia, a rodziła się ufność...Skłamałabym gdybym powiedziała, że w czasie ciąży nie towarzyszył mi strach i lęk. Bywały takie dni, jednak jeszcze wtedy nie wierzyłam, że można, że się da!

Dzień porodu wspominam tak dobrze, że postanowiłam podzielić się moją historią z innymi kobietami. Z Wami, bo traktuję Was jak przyjaciółki. W tamtym momencie narodziła się we mnie potrzeba, aby wspierać kobiety w ciąży. Aby dawać płomyk nadziei, siłę i świadomość, że można...


Poród to huragan, sztorm i burza w jednym. To mieszanka ekscytacji, łez, śmiechu i ogromnego bólu, ale w tej całej eksplozji odczuć doświadczasz czegoś niezwykłego. Nigdy wcześniej nie czułam samej siebie tak mocno. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam, tak ogromnej świadomości umysłu. Kilka tygodni przed porodem bałam się wielu rzeczy... Bałam się, że umrę. Bałam się bólu. Bałam się, że zemdleję i ucierpi na tym moje dziecko. Bałam się tej chwili, a jednocześnie marzyłam o niej. I im bardziej otwierałam swoje myśli na TEN moment, one pomału zanikały.

W przygotowaniach

W przygotowaniach do porodu wykorzystywałam afirmacje, modlitwy i z całych sił starałam się kontrolować swój umysł, aby każda myśl była mocna i radosna. Nie dopuszczałam smutnych historii koleżanek. Nie pozwalałam, aby kogoś traumy były moimi, aby znalazły miejsce w moim ciele. Stworzyłam mapę marzeń i przez cały czas wyobrażałam sobie szybki, piękny i bezpieczny poród. Moja mama śmiała się, bo za każdym razem mówiłam do niej...”ja tam tylko wejdę i wyjdziemy szybko już razem”.

Jeśli czeka Cię poród...pamiętaj jedno! Nie bój się! Miej w sobie całkowitą pewność, że wszystko będzie dobrze. Poród i to, jak go doświadczymy zależy w znaczącym stopniu od naszego nastawienia, naszego przygotowania. Zmiana perspektywy może mieć ogromne znaczenie, dlatego nie traktuj skurczu jako czegoś przykrego, wyobrażaj sobie, że to wszystko zbliża Cię do upragnionego maleństwa.

Odkąd zaszłam w ciąże marzyłam o całkowicie naturalnym porodzie. Pragnęłam doświadczyć tego Cudu Narodzin, ale miałam świadomość, że mogą wystąpić sytuacje niezależne ode mnie i wtedy moim zadaniem jest zaufać mądrzejszym i pozwolić się prowadzić...bo życie naszego dziecka jest najważniejsze. I uważam, że taką myśl warto wpleść w nasze myśli, aby w momencie nagłych zmian nie wpaść w panikę.


Gdy się zaczęło...miałam mętlik w głowie, ale nie czułam strachu. Czułam ekscytację i radość. W myślach powtarzałam znane afirmacje „Twoje ciało jest silne i zdrowe. Twoje ciało wie, jak urodzić dziecko”. „Wsłuchaj się w siebie i otwieraj”.

Pamiętałam ze szkoły rodzenia, aby równo i rytmicznie oddychać, bo to daje najlepszy dopływ tlenu dziecku, a mnie poczucie spokoju. W tamtym momencie w ogóle najwiecej myślałam o nim...i to dawało najwiecej siły! Wiedziałam, że ten narastający, ogromny ból, którego nie sposób porównać z niczym...prowadzi do czegoś pięknego. Z pełną świadomością przyjmowałam kolejne skurcze, a w coraz krótszych przerwach modliłam się, jadłam, głaskałam psa...i słuchałam ciszy. Przed porodem byłam pewna, że będę potrzebować muzyki, miałam ją nawet przygotowaną, ale okazało się, że oczekuję czegoś innego. Ciszy. Wsłuchiwałam się w siebie i wyobrażałam sobie ocean...którego fale były coraz bardziej burzliwe. Wyobrażałam sobie nasze portugalskie Sagres i nas razem...wszystkich!


Długo odwlekałam moment jazdy do szpitala, ponieważ obawiałam się, że cała akcja ucichnie...wiem, jak działają na mnie szpitalne mury. W domu, pod telefoniczną kontrolą mojej położnej czułam się bezpiecznie (warto skorzystać z tej możliwości, to daje ogromny komfort). Do szpitala dotarłam już w ogromnych bólach, z grymasem na twarzy, ledwo idąca...wszystko postępowało tak błyskawicznie i łaskawie dla mnie, że dałam radę urodzić naturalnie i bez znieczulenia - takie było pragnienie mojego serca. Jestem z siebie ogromnie dumna!


A moment, kiedy pierwszy raz widzisz swoje dziecko jest czymś nie do opisania...



Praktyczne informacje

Ps. Jeśli przygotowujesz się do porodu naturalnego polecam przeczytać książkę Frederick Leboyer "Narodziny bez przemocy" 

"Książka nie jest sielankowym esejem, ona przemawia głosem wołającego na puszczy". Dzięki tej książce zrozumiałam, że narodziny to ogromne przeżycie nie tylko dla rodzącej mamy, ale przede wszystkim dla naszego maleństwa...

"Ciemność, albo prawie ciemność, cisza...Wszystko dokoła ogarnia spokój, choć nikt nie zdaje sobie nawet z tego sprawy. Także szacunek, stosowny przy witaniu przybywającego podróżnika, niemowlęcia. W kościele nikt nie krzyczy. Instynktownie człowiek zniża głos. Jeśli istnieje jakieś miejsce święte, to właśnie tutaj. Półmrok, milczenie, czegóż jeszcze trzeba?
Cierpliwości. Bliskiej znieruchomieniu.
Bez tego wewnętrznego spokoju, nie ma co oczekiwać sukcesu. Nie zdoła się uzyskać porozumienia z niemowlęciem. Zaakceptować tę powolność, spowodować by przeniknęła nas, byśmy zaczęli żyć w wolniejszym rytmie. (...) Zresztą my nigdy nie jesteśmy "tutaj". Zawsze jesteśmy gdzie indziej. W przeszłości - to nasze wspomnienia. W przyszłości - to nasze plany. Zawsze jesteśmy "przed" lub "po". Nigdy "teraz"! Jeśli chce się doprowadzić do spotkania z noworodkiem trzeba wydostać się poza nasz wściekle gnający czas. "Trzeba być tutaj" jakby to był koniec czasów. I to "jest" koniec czasów. Ponieważ jest to ich początek."

Oprócz tego polecam wsłuchiwać się w afirmacje na czas porodu. Najlepiej wieczorami w całkowitym skupieniu przy blasku świec. I poznać się z fantastycznymi dziewczynami na grupie na Facebooku "Błękitny Poród".

I kolejny bardzo ważny temat przy porodzie naturalnym, czyli masaż krocza wykonywany w ostatnich tygodniach ciąży naturalnymi olejkami (migdałowym, jojoba lub olejkiem Weleda). 
Tutaj więcej informacji.


Ściskam Was!
« Nowszy post Starszy post »

17 komentarzy

  1. Przy pierwszym dziecku nastawilam sie bardzo pozytywnie i tak jak Ty odrzucalam wszelkie negatywne historie, wierzylam w sile mojego ciala, umyslu i przede wszystkim w nature. Pomimo, ze porod byl dosc dlugi i bolesny do dzis pamietam jaki podziw czulam dla nas kobiet! Wiele osob moze mowic, ze to czysta biogia, dla mnie ciaza i porod to cud natury! Przy drugim dziecku pradoksalnie bardziej sie balam, zarowno ciazy jak i porodu... wiedzialam jaka droga mnie czeka;)
    Dzis jestem szczesliwa mama dwojki dzieci i jestem z siebie niesamowicie dumna!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że dokonałaś tego na własnych zasadach!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie napisane! Mało jest takich pozytywnych historii opisanych w necie. Dziękuję Ci za to że to napisałaś. Na porodówce widzi się wiele pięknych spokojnych porodów, ale niestety opisywane są w większości te w których coś poszło nie tak.
    Jako ginekolog dziękuję Ci za ten wpis.
    Ps. Sama liczę na naturalny poród i mam nadzieję że nastawienie dużo mi pomoże.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja swoj poród również wspominam dobrze. Najpierw mialam.ciaze zagrożona od 6 tc później id 21 lezalam w szpitalu do 32tc A później do 37 tv w domu. Balam się Że nie dam rady, bo moje mies nie już nie były miesniami A moje ciało było w złej kondycji. Kiedyś się zaczęło I obudziłam meza w nocy on myślał, że żartuje. I on I ja spodziewaliśmy się mega paniki z mojej strony A wraz z odejściem wód mnie opanował jakis magiczny spokoj. Naprawdę poczułam na sobie taka przechodząca fale ciepła i spokoju. Sam poród przebiegał z bólami krzyżowymi ale bez komplikacji. Do dzisiejszego dnia mowie, że to wcale nie boli tak jak ja sobie to wyobrażałam (myślałam że to będzie dużo gorzej wlasnie Z opowieści innych). Najgorzej z tego wszystkiego wspominam położna (na szczescie później byla juz inna), ponieważ mi powtarzała ze I tak się pewnie skończy cc... Także naprawdę nie ma się co bać mowi to jeden z największych panikarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję i życzę wszystkiego najlepszego dla Ciebie i Dziecka :)
    Apropos historii porodowych, polecam do przeczytania tę
    https://mloda-matka.blogspot.com/2016/12/jak-odebraam-porod-swoj.html?_sm_au_=iVVWW21jn0bsf7FR

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję za taki wpis. Jak będę w ciąży na pewno do niego wrócę. Pozdrawiam 😘

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję Ci za ten piękny tekst :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja również wspominam swój poród bardzo dobrze. Podobnie jak Ty, nie potrzebowałam musyki, choć zakładałam, że będzie niezbędna, nie potrzebowałam pocieszania i głaskania, jedyne, czego było mi trzeba to spokój i cisza. Pozytywne nastawienie ogrywa naprawdę nieocenioną rolę, choć równie ważna wydaje mi się wiedza na temat przebiegu porodu (czy później połogu) i świadomość tego, co nas czeka. To właśnie ta niepewność tego, jak to wszystko wyglada powoduje strach. Pamietam, jak bardzo wstrząsnęło mną to, gdy jedna z moich koleżanek powiedziała, ze jestem jedyną kobietą, którą zna, która pozytywnie mówi o porodzie. Wtedy dotarło do mnie to, że to nikt inny, tylko my kobiety tworzymy bardzo negatywny obraz porodu i połogu. A przecież wiele z nas ma bardzo pozytywne doświadczenia w tym temacie.

    PS: Pamietam, jak ucieszyłam się, gdy zobaczyłam Cię na dniu otwartym jednej z krakowskich porodówek. Jak zwykle promienialas radością i miłością 😉

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję! Też staram się nie brać do siebie strasznych historii i nastawiać, że u mnie będzie magicznie. Co do książki, skąd ją miałaś? Wszędzie jest jako niedostępna :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otrzymałam ją od mojej bliskiej przyjaciółki. Wiem, że bardzo długo ją szukała...jestem jej za to, niesamowicie wdzięczna, bo ksiązka otwiera oczy na wiele spraw.

      Usuń
  10. Niesamowite i zarazem piękne jest to jak świadomie zaplanowałaś swój poród. Przygotowanie psychiczne jest niezwykle ważne. Wnioskuję po Twoich postach, że rodziłyśmy mniej więcej w tym samym czasie :) W chwili, gdy uświadomiłam sobie, że to już, zareagowałam podobnie jak Ty - spokojem i wiarą w to, że wszystko będzie dobrze. W prawie całkowitej ciszy przyszła na świat moja córeczka. Siłami natury i dosyć szybko, mimo iż córeczka była bardzo duża. Myślę, że to dzięki świadomości tego, co mnie czeka i ogromnemu zaufaniu do siebie i do położnej, wszystko potoczyło się tak pomyślnie. Szkoda, że kobiety tak rzadko dzielą się pozytywnymi wspomnieniami z porodu, a w sieci aż roi się od traumatycznych historii....

    OdpowiedzUsuń
  11. Niesamowite i zarazem piękne jest to jak świadomie zaplanowałaś swój poród. Przygotowanie psychiczne jest niezwykle ważne. Wnioskuję po Twoich postach, że rodziłyśmy mniej więcej w tym samym czasie :) W chwili, gdy uświadomiłam sobie, że to już, zareagowałam podobnie jak Ty - spokojem i wiarą w to, że wszystko będzie dobrze. W prawie całkowitej ciszy przyszła na świat moja córeczka. Siłami natury i dosyć szybko, mimo iż córeczka była bardzo duża. Myślę, że to dzięki świadomości tego, co mnie czeka i ogromnemu zaufaniu do siebie i do położnej, wszystko potoczyło się tak pomyślnie. Szkoda, że kobiety tak rzadko dzielą się pozytywnymi wspomnieniami z porodu, a w sieci aż roi się od traumatycznych historii....

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak dobrze, że o tym piszesz! Wciąż jest za mało tych pozytywnych historii w polskim internecie!

    OdpowiedzUsuń
  13. Myślałam, że o porodzie wiem już sporo, bo od kilku miesięcy się przygotowuję, ale widzę, że wciąż dochodzi coś nowego. Cieszę się, że opisujesz swoje przeżycia i spostrzeżenia. Niebywale miło się Ciebie czyta!

    OdpowiedzUsuń
  14. A w którym szpitalu rodziłaś ? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybrałam Ujastek, ale głównie z powodu położnej z którą rodziłam.
      Była nią wspaniała p. Jolanta Janus.

      Usuń
  15. A ja myślałam, że tylko ja jestem dziwna miło wspominając swój poród ;)
    Od tej chwili minęło u mnie już 16 miesięcy, a ja myślami często do niej wracam. To była cudowna chwila poprzedzona najgorszymi w życiu dla mnie bólami-bólami krzyżowymi. Skurcze przy nich to była pestka. Ale prawda jest taka, że 10 minut po porodzie, gdy miałam już synka na swojej piersi, o wszystkim zapomniałam. O całym bólu, o wysiłku. Wtedy na kobietę spada taka błogość, masa emocji. To wszystko jest niesamowite i bardzo magiczne. Mi również udało się urodzić naturalnie i bez znieczulenia, na czym mi bardzo zależało. Wsparcie dał też mąż, będący ze mną w pokoju do porodów rodzinnych. Bardzo miłym dla nas zaskoczeniem było, że udało nam się być w tym pokoju sami, we trójkę, aż 4 godziny. Dopiero potem przeniesiono nas na oddział dla mam i noworodków. Ale ten pierwszy czas tylko dla naszej świeżo powiększonej rodziny był taki magiczny, że do dziś wspominam go z łezką w oku. Jak i cały poród. To naprawdę nie jest nic aż tak strasznego, a boimy się go, bo jest dla nas czymś nieznanym. Człowiek nie lubi nieznanego i myślę, że stąd jest taki duży strach przed tym wydarzeniem wśród kobiet. Że nie można tego tak na 100% zaplanować, a i też do końca niewiadomo jak się wszystko potoczy. Ale przywitanie na świecie małego człowieczka może być bardzo pięknym i wzruszającym wydarzeniem! I tak trzeba o tym myśleć.

    OdpowiedzUsuń

Instagram