12 lutego 2019

Co warto wiedzieć przed wylotem do Marrakeszu? Bezpieczeństwo w Marrakeszu


Ten wpis miał powstać kilka miesięcy temu, ale wciąż nie miałam ochoty wracać do pewnych wydarzeń. Postanowiłam to jednak zmienić, ponieważ coraz więcej osób wybiera się do Marrakeszu i chciałabym, aby byli świadomi tych wszystkich rzeczy, o których my niestety przed wylotem nie mieliśmy pojęcia...
Na końcu czeka na Was mała niespodzianka - krótki filmik z tego wyjazdu.

Jaki jest Marrakesz?

Marrakesz to taki słodko-gorzki sen. Z jeden strony okropna brzydota, bieda, smutne oczy kobiet i ich brudne stopy. Zmarszczki, które mówią więcej niż jesteś sobie w stanie wyobrazić. Pędzące stare skuterki, które niespecjalnie zważają na przechodniów, rozklekotane przyczepki ciągane przez osły i zmęczone pracą dłonie mężczyzny, który tworzy prawdziwe rzemieślnicze dzieła. Nie brakuje tutaj "drobnych cwaniaczków", którzy zupełnie "przypadkowo" chcą wydać mniej reszty. Ilość kurzu w powietrzu powoduje, że kręci Ci się w głowie, ale mimo to, masz ochotę poznawać więcej, bo Marrakesz to też piękno z całym bogatym asortymentem i żywa historia. Jednak, aby właściwie opisać Marrakesz trzeba głośno powiedzieć, że główny obraz przedstawiany w mediach społecznościowych nie zawsze ma pełne odzwierciedlenie w realnym życiu.

My pierwszego dnia przeżyliśmy ogromny szok.

Po kilku godzinach byliśmy totalnie przytłoczeni, wręcz obrzydzeni - hałasem, kurzem, ilością spalin, gwarem...i więzionymi małpkami na środku medyny, które mają służyć jako atrakcja dla turystów. Jako osoba bardzo mocno odbierająca rzeczywistość, strasznie to przeżyłam...po kilku dniach mój organizm zbuntował się i zaserwował mi wysoką temperaturę.



Jak wygląda bezpieczeństwo i co warto wiedzieć?

W Marrakeszu czuliśmy się w miarę bezpiecznie, ale z pewnością nie była to wolność porównywalna do podróżowania po Europie. Co warto przede wszystkim wiedzieć? Po pierwsze w rozmowach z taksówkarzami warto ustalić cenę przed wyruszeniem w drogę i nie mówić kierowcy, gdzie dokładnie zmierzamy. Najlepszą odpowiedzią będzie wskazanie miejsca docelowego, ale nie ujawnianie czy jedziemy do hotelu XY, czy do muzeum. My tylko raz popełniliśmy ten błąd i w momencie wysiadania z taksówki otoczyło nas od razu trzech Marokańczyków, którzy za wszelką cenę chcieli nas doprowadzić do wskazanego miejsca, a informacje otrzymali właśnie od taksówkarza. Pomimo stanowczej odmowy męża szli tuż obok nas, a po dotarciu do celu zażądali ogromnej kwoty...zupełnie za nic. Początkowo odmówiliśmy, ale sytuacja zaczęła nabierać nieprzyjemnego obrotu i ilość nowych Marokańczyków wciąż wzrastała. To spowodowało, że oddaliśmy wszystkie drobne pieniądze, które mieliśmy w portfelu, niestety to nie zadowoliło krzyczących, w niezrozumiałym dla nas języku, mężczyzn i...zostaliśmy naszymi pieniędzmi obrzuceni. Po czym widząc, że nie mamy więcej...zaczęli krzyczeć jeszcze głośniej i zbierać to, co sami porozrzucali. Okropna sytuacja. Chyba nie muszę Wam opisywać, jak bardzo emocjonalnie ją przeżyłam.

Ponadto warto być w miarę czujnym jak chodzimy po soukach, czyli bazarach, które zajmują sporą część starego miasta (medyny). Souki dzielą się na tematyczne obszary – przykładowo w jednym miejscu znajdziemy wyroby ze skóry, w innym porcelanę, a jeszcze gdzie indziej kupimy przyprawy. Panuje tam ogromne zamieszanie i totalny chaos, momentami aż ciężko się zorientować co oni właściwie chcą od Ciebie... Kupując coś na straganach należy pamiętać, że targowanie ze sprzedawcami jest wręcz wskazane, ale wielką obrazą jest - jeśli wytargujesz stosowną dla siebie cenę i nagle zrezygnujesz z zakupu. Lepiej tak nie rób!

Kolejna bardzo istotna sprawa to mężczyźni, którzy zaczepiają na ulicy rzucając jakieś polskie słówka i chcą prowadzić w jakieś super miejsce i ta chwila jest jedyną okazją, aby tego doświadczyć...nigdy ich nie słuchajcie! To zawsze ma na celu uzyskanie Waszych pieniędzy. Najczęściej prowadzą turystów do paskudnych garbarni, gdzie w pocie czoła garbarz oporządza skórę. Chyba nie muszę Wam mówić, że w takim miejscu smród jest po prostu nie do opisania, a widok zupełnie tego nie wynagradza. Mężczyźni, którzy tam pracują chodzą w kaloszach sięgających za udo i grubych, gumowych rękawicach po pachę, ponieważ substancje, w których przetrzymują i płuczą skórę są żrące.

Po takim "cudownym widoku" przy bramie będzie czekał na Was kolejny "miły" Pan, który wręczy miętę dla wrażliwych nosów turystów, a następnie za zażądaną cenę dirhamów opowie o całym procesie produkcji skórzanych wyrobów. Już wtedy będziesz chcieć się z tego wycofać, ale niestety nie będzie to takie proste...Na końcu oczywiście zabierze Was do sklepu ukrytego w głębi jednej z pobliskich uliczek – produkty, które w nim znajdziemy będą naprawdę piękne (pufy, buty, skórzane torby), ale proponowane ceny stanowczo wygórowane. My już dla świętego spokoju chcieliśmy kupić skórzane buty w marokańskim stylu, ale ich cena w przeliczeniu na nasze wynosiła jakieś 500 zł. To stanowcza przesada...uciekliśmy z tego miejsca w trybie natychmiastowym, ale nie myślcie, że tak łatwo nam się udało. Po wyjściu ze sklepu, w maleńkiej uliczce, już czekało na nas pięciu mężczyzn z wyciągniętą dłonią...tutaj już nie chcieliśmy ryzykować.

Po tych historiach przestaliśmy zupełnie zwracać na nich uwagę. Nauczyliśmy się stanowczo odmawiać i nałożyliśmy na siebie "grubą skórę", którą uważam warto posiadać lecąc do Marrakeszu.

Tutaj wykonuje się tatuaże z henny.
(Ja nie miałam ochoty próbować)



Dżema El-Fna 



Wrażenia ogólne

Z całą pewnością nie żałujemy tej podróży, ponieważ wiele nas nauczyła. Był to z pewnością jeden z bardziej orientalnych i wymagających kierunków, jaki do tej pory odwiedziliśmy. Jestem przekonana, że z obecnymi doświadczeniami i wiedzą, byłoby nam dużo łatwiej. 

Poza tym, to właśnie tutaj spełniłam jedno ze swoich marzeń - odwiedziłam przepiękne ogrody Majorelle YSL. Zachwycałam się mozaikami, tańczyłam na rozgrzanych płytkach i jadłam śniadanie w najpiękniejszych riadach. Jeszcze nigdy moje oczy nie spotkały tyle kolorów, faktur i wzorów w jednym miejscu. Aromat przypraw, prosto z jutowego worka. Mięta, limonka, kardamon, kumin… niejednokrotnie czułam, że kręci mi się w głowie. Ta podróż to prawdziwa szkoła życia. Tam nie miałam dostępu do codziennego autopilota i swoich przyzwyczajeń. Byłam sama…z tym wszystkim, co mnie otacza.

Jeśli planujecie podróż do Marrakeszu, zajrzyjcie do moich dwóch pozostałych wpisów:
- Tutaj listę sprawdzonych miejsc z jedzeniem.

Powodzenia!













I na koniec miejsca, które zauroczyły mnie szczególnie...

Ogrody Majorelle

Ogród został stworzony przez francuskiego artystę Jacquesa Majorelle. W 1931r. zlecił on architektowi, Paulowi Sinoirowi, zaprojektowanie kubistycznej willi dla tej nieruchomości. Na terenie wokół rezydencji powstał rajski Ogród Majorelle. Ogród stał się dziełem jego życia i poświęcił się rozwijaniu go przez prawie czterdzieści lat. Jednak okazał się on zbyt kosztowny i Majorelle musiał sprzedać dom oraz ziemię. Wtedy całkowicie ogród zaniedbano. W latach 80-tych nieruchomość została zakupiona przez projektantów mody, Yvesa Saint Laurenta i Pierre’a Bergé, którzy pracowali nad przywróceniem jej dawnej świetności. Po śmierci Yves Saint Laurenta w 2008 roku, jego prochy rozsypano w rosarium w ogrodach Majorelle, gdzie postawiono postument.

Dziś ogród i kompleks willi jest otwarty dla turystów. Niedawno zostało również otwarte muzeum Yves Saint Laurent. My nie mieliśmy okazji go zobaczyć, ale opinie są bardzo podzielone.




Poniższe zdjęcia to urywki z równie pięknych miejsc, które musicie zobaczyć...




La Mamounia - hotel, który przykuwa wzrok niesamowitymi mozaikami i przepięknymi ogrodami. Wstęp na jego teren jest bezpłatny, jednak przy bramkach należy pokazać zawartość torebki/plecaka i najlepiej poinformować, że zmierzamy do restauracji.




Ben Youssef Madrasa - kiedyś było największą islamską uczelnią w Maroko, obecnie można to niesamowite miejsce zwiedzać.



Na koniec mam dla Was krótki film, który powstał podczas naszej podróży do Marrakeszu. 



Koniecznie włączcie w rozdzielczości HD.
« Nowszy post Starszy post »

5 komentarzy

  1. Czy mi się zdaje czy na ósmym zdjęciu uwieczniliście kieszonkowca, który kombinuje przy tylnej kieszeni mężczyzny?
    Przydatny post. Warto, żeby ludzie dzielili się prawdziwymi doświadczeniami z podróży a nie tylko zachwytami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że to stała grupka znajomych Marokańczyków. Na środku występował jakiś uliczny muzyk.

      Usuń
  2. Miałam to samo wrażenie przy ósmym zdjęciu, specjalnie przewinełam do komentarzy, żeby zobaczyć czy ktoś jeszcze to zauważył :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie same odczucia miałam po "wakacjach" w Maroko, bo była to raczej wykańczająca podróż. Tak bardzo trafnie wszystko opisane, że powróciła do mnie masa wspomnień. Podobnie doznałam szoku mimo tego, że spodziewałam się ogromnej odmienności kulturalnej. Spędziłam tam 10 dni, podrożując po całym kraju i po prostu było trudno. To jedna z takich podróży, gdzie zmienia się coś w spojrzeniu na świat. Trudno emocjonalnie, całościowo tak bardzo wykańczająco. Cudownie, że jednak w całej tej mieszance brzydoty, biedy, bałaganu można odnaleźć też piękno i coś fascynującego. Niesamowite kontrasty. Zdjęcia piękne, ujęcia w filmie prześliczne, opisy takie trafne, takie ładne, składne, tak bardzo lubię tu zaglądać, czekam na książkę...

    OdpowiedzUsuń
  4. Widać że lubujesz się w mozaikach :). Mi marzą się płytki w domu z takim akcentem.

    OdpowiedzUsuń

Instagram