18 marca 2020

Pandemia - o lęku w tych trudnych chwilach


Wokół tylko cisza i nasze ręce. Jakoś dalej od siebie niż zwykle, ale w środku wciąż ci sami. Utracone poczucie kontroli, które przecież tak kochamy. Nieprzewidywalność. Nieporządek. Wydarzenia, które dzieją się bez naszej zgody. To wszystko przypomina scenariusz filmu science fiction. Myśleliśmy, że możemy wszystko, że mamy kontrolę nad naszym życiem. Świat XXI wieku dawał nam złudne wrażenie, że poradzimy sobie ze wszystkim, a codzienny pęd za pozornie wartościowymi rzeczami to najbardziej właściwa ścieżka. Wielu z nas zrozumiało, że tak nie jest. Wyrwani z dobrostanu i pełnego życia do świata pełnego lęku i niepokoju. Do świata, który nie jest nam znany. Do świata, którego mamy prawo się bać. Sytuacja pełna sprzecznych informacji. Głowy pełne pytań i lęków.


Uprzedzam, że będzie to tekst dla ludzi, którzy w sposób świadomy podchodzą do swojego życia. Starają się je zrozumieć. Starają się nie być jedynie gościem na tym świecie, ale chcą traktować świat jak swój dom, o który się dba i za który ponosi się odpowiedzialność.


Marek Aureliusz powiedział kiedyś: "Nasze życie jest tym, co zeń uczynią nasze myśli."


Postanowiłam wrócić do Was na bloga, aby słowem wpierać. Może ktoś pomyśli, że to naiwne, że to nic nie da, ale wierzę, że słowo może nakierować nasze myśli na właściwe tory, a w ten sposób pokonać ogarniający strach. Jak jednak skupić myśli na byciu "tu i teraz", kiedy osoba nam bliska wychodzi do pracy (jak w zwyczajny dzień) i naraża swoje zdrowie? Jak czerpać przyjemność z porannej kawy z ukochanym, zabawy z dziećmi, kąpieli przy świecach, gdy obecna sytuacja powoduje upadek biznesu, projektów, które tworzono przez całe życie?


Wiem, jak to jest martwić się o najbliższych w tym trudnym czasie. Wczorajsza noc stała się dla mnie impulsem, aby napisać ten tekst. Przez całą noc nachodziły mnie ciemne myśli, nie potrafiłam ich od siebie odpędzić, byłam pewna że stanie się coś strasznego. Nie do końca byłam w stanie powiedzieć co to będzie, ale ta myśl powodowała, że utraciłam kontrolę. Wiem, że wiele z Was też to czuje (poprzez Wasze wiadomości do mnie). Wiem, że wiele z Was jest wrażliwa na to, co się dzieje dookoła. Wiem, że w naszym "dawnym świecie" taka wrażliwość byłaby przeze mnie uznana za błogosławieństwo, ale obecnie potrafi stać się prawdziwym przekleństwem. Chciałabym więc tym postem i innymi pokazać Wam jak z pozycji nadwrażliwca spoglądam na otaczający mnie świat.


Zapytałam Was przedwczoraj na Insta Stories "czego konkretnie się boisz?" Wierzę bowiem, że konkretyzacja naszych obaw jest kluczem do pokonania strachu i przetrwania aktualnej sytuacji. Nie spodziewałam się takiej lawiny odpowiedzi. Boimy się o zdrowie swoich bliskich, bezradności, samotności, utraty środków do życia, kryzysu gospodarczego, bezmyślnego zachowania ludzi, niewiadomej, śmierci doświadczonych lekarzy, paniki, powrotu lęków, chaosu, który ogarnia pomału świat, nocnych koszmarów w związku z wirusem, samotnego porodu, rozłąki, nowej sytuacji jaka powstanie w kraju, zamknięcia dróg i odcięcia od bliskich, niepewnej przyszłości. Wiem jedno - wszyscy się czegoś obawiamy.


Lęk w obliczu tak niepewnej sytuacji jest naturalny i normalny, ale nie zapominaj, że nadal tutaj jesteś i w głębi duszy to wciąż ten sam Ty. Moje koszmary z ostatniej nocy pokazały mi, że powinnam jeszcze bardziej doceniać każdy dzień. Wszystkie "tu i teraz". Bezpieczne schronienie, posiłek, ciepłą herbatę, zapach kawy, szept wiatru przedzierający się przez zasłony, zapach świeżego prania. Życie może być tylko zwyczajną codziennością albo piękną powieścią, która napełnia i przenika ludzkie życie...


Rozumiem Twój lęk. Rozumiem Twój niepokój. Rozumiem Twoje troski. Pamiętaj, aby to był czas daleki od oceny innych, ich lęków i strachów.


Te codzienne rytuały właśnie teraz, w obliczu epidemii strachu, są niezwykle ważne. Skupianie myśli na "tu i teraz" to wielka sztuka, której powinni uczyć w każdej szkole. Myślę, że to dobry czas, aby ją rozpocząć lub pielęgnować jeszcze silniej. Przeglądam właśnie zdjęcia z naszych podróży. To mój "przypominacz" o dobrych chwilach. Widoki pachnące wolnością, która kiedyś była na wyciągnięcie ręki. Rodzaje kwiatów i eksplozja ich barw. Natura, która jest spoiwem dla moich spokojnych myśli. Przypominam sobie szum oceanu, szerokie plaże, energię płynącą z gór, miejsca pisane historią. Wszystkie cząstki zachwytów, które wywoływały we mnie zachody słońca, przecież to wszystko wciąż jest we mnie. To jestem ja.

Mamy w sobie całe światy.

Mamy w sobie całe światy, otwierajmy je. Dzielmy się nimi z najbliższymi. Dużo rozmawiajmy, śmiejmy się. Odczuwajmy beztroskę z obserwowania piękna tego świata. Życie to cud. Czasem doskonałe, zachwycające, namacalne, wypełniające, a innym razem niezrozumiałe, odległe, smutne i trudne. Doświadczenia, które stawiają nas w różnych sytuacjach są nauką, którą otrzymujemy. Nie zawsze treść przesłania jest dla nas od razu zrozumiała. Bez presji, systematycznie i delikatnie pozwalaj jej trwać. Od kilku dni mam wrażenie, że jestem w jakimś niezwykłym procesie przemiany. Niby zamknięta na innych ludzi, otoczenie, ale jakby silniej wypatrująca każdy element codzienności. Nasza rodzinna rutyna daje mi poczucie bezpieczeństwa. Poranne "dzień dobry", śniadanie przy wspólnym stole i obserwowanie jak małe zwinne rączki wkładają samodzielnie jedzenie do ust, odkurzanie mieszkania (ten element powtarza się kilkakrotnie :)), zapach codziennego prania, składanie go, praca przy komputerze, zabawy z synkiem, ostrożne spacery z psem, słuchanie muzyki, taniec i śpiew z głębi duszy. Proste czynności, które kiedyś może nazywałaś obowiązkami? Dzisiaj to uczta. Staram się więcej spać, po roku bycia mamą miałam w tym temacie wiele zaległości. Dbam o siebie. Dużo rozmawiamy, także przez telefon z najbliższymi. Wróciłam do pisania. Nawet nie wiedziałam, jak bardzo mi tego brakowało. Czerpię z prostoty. Po drodze zgubiłam poczucie, że jeszcze coś muszę. To nie jest prawda. Jedyne, co chcę teraz zrobić to zjednoczyć się i wzajemnie sobie pomagać. Życie ma wiele barw. Pozwalam mu także na szarości i nie uciekam, kiedy przychodzi smutek, on też jest potrzebny, aby pobiec w ramiona męża i podziękować, że jest.


Wam też dziękuję, że jesteście!

Razem zawsze raźniej! :)


Chciałabym, abyśmy razem wysłali ciepłe myśli w stronę osób, które codziennie, w tej trudnej sytuacji, muszą wykonywać zajęcia, które narażają ich zdrowie. W ten sposób pozwalają nam poczuć namiastkę codzienności i "jakoś" funkcjonować. Podziękujmy im, choćby w myślach i sercu. Wspierajmy ich, jak tylko potrafimy. Wierzę, że w takich czasach nasza wrażliwość się wyostrza i pozwala nam podjąć działania, które są dobre nie tylko dla nas samych, ale też dla tych, którzy są obok. Pamiętajcie, że kryzys jest najlepszą metodą na poznawanie ludzi. Mam nadzieję, że zaliczymy egzamin do którego przystąpiliśmy jako społeczeństwo. To jest nasza wielka lekcja pokory.

« Nowszy post Starszy post »

2 komentarze

  1. Piękniej ujęłaś ten temat. Wrażliwość Twoja jest doprowadziła mnie do łez. Świat potrzebuje więcej takich ludzi .Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze cię znowu "słyszeć"!

    OdpowiedzUsuń

Instagram