24 listopada 2019

6 rzeczy, które przenoszą mnie do paryskiego świata...


Mleczno-szary poranek. Świat rozbrzmiewa dziś w wąskiej gamie palety barw. Chłód, silne rześkie powietrze i zapach wilgotnej ziemi wirują w tańcu z wiatrem. Przed chwilą byłam tam, w tym porywistym świecie, twarz otulał mi zimny powiew łaskocząc policzki. Teraz oglądam świat z poziomu ciepłego domu, rozgrzewając drobne dłonie kubkiem ulubionej herbaty. Wracam myślami do tych słonecznych dni malowanych promieniami słońca i uśmiechem. Powracam myślami do mojego ukochanego miasta, Paryża, przybranego złotą szatą... 

"Paryż zniewala, wikła w urzekający, pełen melancholii romans, któremu nie sposób się oprzeć. Czasem myślę o nim, mimo że znajduję się bardzo daleko. Wówczas jako pierwszy wyłania się z pamięci obraz widziany ostatnio. W skutek upływu czasu wypłowiały niczym polaroidowa fotka. Za każdym razem inny. Może to być budynek dostrzeżony zza zalanych deszczem szyb taksówki wyjeżdżającej ze śródmieścia. Neonowy szyld brasserie, przywołujący smak jedzonych w niej potraw. Stacja metra z całującą się parą. Bateau mouche sunące pod mostami spinającymi brzegi sekwany. Wieża Eiffla oprawiona futryną hotelowego okna niczym obraz ramą. Uliczka z przyczajonym na rogu ciekawskim kociskiem.
Mam wrażenie, że Paryż tworzy w mojej pamięci album fotograficzny, który od czasu do czasu mi przypomina, że powinnam się wybrać do tego miasta, by odświeżyć najcenniesze ze wspomnień. Kto wie, może kiedyś zostanę w nim na zawsze. Stanę się częścią albumu powstającego w głowie, odkąd zadzierzgnęłam z Paryżem więzi, których nic nie zerwie." A. Mattanza


Przemierzając ulice Paryża...

Świt. Błękitno złote niebo nad dachami Paryża, albo Paryż skrzący się światłami w morelowo-lawendowym zachodzie słońca.Wysokie okna kawiarenek, złociste detale, nasycone kolory. Wysmakowane wystawy i aromaty oplatające przechodniów. Stoliki i krzesła szepczące by przysiąść i zatrzymać się na chwilę...
Spacer wzdłuż Sekwany która choć z pozoru dzieli, to w istocie łączy miasto. Jest niczym jego serce, wszak to tu na maleńkiej Île de la Cité powstała pierwsza osada... Migoczące ruchy wody, śpiew gałęzi drzew, malarz siedzący na nabrzeżu.... a przy nim pysznią się piękne budynki.
Ogrody Tuileries. Spaceruję albo przysiadam na jedno z krzeseł. Woda odbija kolory nieba. Szeleszczą drzewa i drobne kamienie pod stopami przechodniów. Ktoś czyta gazetę, inny opowiada coś znajomym, dzieci graja w piłkę, a ja tak trwam... Zdejmuję z szyi apaszkę, wyciągam rękę i patrzę jak otula ją paryski wiatr. W dali smukłość Żelaznej Damy wpisanej w pejzaż miasta.
Jesień w Paryżu pachnie... ciepłymi kasztanami, naleśnikami z czekoladą, mokrymi liśćmi, słońcem pieszczącym skórę twarzy, perfumami ludzi mieszającymi się z zapachem ulicy. Kawa, której ciepło ogrzewa czasem zmarznięte dłonie, a zapach dusze.
Paryż to oczy otwarte szeroko z zachwytu i zdziwienia. Z zadumy nad światem. I nad ludźmi. Niezależnie od pory roku...


 Mój mały Paryż

Ale teraz jestem tu, w swoim domu, wśród bliskich, których kocham najmocniej na świecie. Lubię jednak przemycić nieco paryskości do swojego dnia, choćby to była tylko chwila... Oto moje sposoby, które niczym wehikuł czasu przenoszą mnie do ukochanego Miasta Świateł...

Kawa i maślany croissant o poranku. Paryski poranek. Czuły i senny. Ulice wypełnia kuszący zapach świeżego pieczywa i mielonej kawy. Ciche kroki. Delikatny szum miasta budzącego się ze snu. To jedno z ulubionych wspomnień. Maślany croissant i kawa rozczulają moją duszę. I przenoszą mnie w inny wymiar. Lubię takie niespieszne poranki w domu. Pragnę smakować je z najbliższymi jak najdłużej. A czasem o świcie maluję usta czerwoną szminką, ubieram sukienkę, wybiegam z domu i spieszę do jednego z paryskich okruchów w Krakowie. Jednym z moich ulubionych jest Charlotte. Przysiadam na zewnątrz, albo w środku przy dużym stole, lub szybie i chłonę jego wspaniałą atmosferę, tak zbliżoną do tej, jaką można znaleźć w Paryżu. Smakuję kawy niczym najpiękniejszych wspomnień. Przyglądam się ludziom, a w myślach układam historie... Wystarczy kilka chwil, aby rozpromienić cały dzień.

Spacery i kawiarniana atmosfera. To coś, co na południu Europy, również w Paryżu, ma zupełnie inny wymiar i jest takie... oczywiste i naturalne. Ludzie przesiadują w kawiarenkach i restauracjach, na świeżym powietrzu, dopóki pogoda na to pozwoli, a czasem nawet wbrew niej. Zamyśleni wpatrują się w przechodniów, zatapiają w słowach gazety albo rozmowach. Zapach kawy unosi się w powietrzu. Bierze za rękę i prowadzi do pobliskiej pâtisserie. W Krakowie (i z pewnością w innych miastach również) można odszukać ich echo. Przysiadam, nieco przymykam oczy, i niemal jestem tam... w sieci paryskich ulic.

Piękne przestrzenie i miejsca z duszą. Paryżanie to esteci i miłośnicy piękna. Eleganccy i wysmakowani przemierzają ulice. Często w pośpiechu, a czasem zupełnie spokojnie. Kamienice, restauracje i galerie sztuki – wszystko koi zmysły artystycznej duszy. I ja, kiedy obowiązki mi na to pozwalają, lubię wymknąć się na spacer i spojrzeć na moje miasto z innej perspektywy. Szukam piękna i odnajduje je co rusz! Wspaniałe detale tutejszych budynków, ujmujące wnętrza, otulone roślinnością mury... Lubię też wybrać się do galerii niczym w Paryżu. Smakować zmysłami dzieł sztuki. Znaleźć oddech, świeże spojrzenie i inspirację...


Książka a może film? Kiedy tęsknota za Paryżem nasila się, lubię zanurzyć się w miękkim fotelu z książką i kubkiem aromatycznej kawy bądź herbaty. Strona po stronie delektuję się słowami ludzi, którzy w Paryżu spędzili część swojego życia. Spijam ich opowieści niczym śmietankę z ulubionej kawy. Niemal czuję, że tam jestem, na tej uliczce czy placu. Włosy targa mi wiatr. Albo zaglądam do ukrytych bram czy okien gdzie toczy się życie. Lubię też sięgać po filmy z Paryżem w tle. To tak niewiele, a daje poczuć magię tego miejsca... mój ulubiony "O północy w Paryżu".

Rzeczy z serca Paryża. Lubię przywozić sobie rzeczy z Paryża. Pocztówki, obraz, gazeta kupiona w kiosku, pierścionek wyszukany na targu staroci albo torebka... Paleta dóbr jest ogromna. Kiedy po nie sięgam mimowolnie przenoszą mnie do tej chwili i tego miejsca. Czuję to namacalnie. Z tęsknoty za Paryżem sięgnęłam też po paryskie kosmetyki marki Dessange PHL. A czy wiecie jaki był jej początek? Wyobraźcie sobie szerokie Pola Elizejskie złocące się w ciągu dnia słońcem, jaśniejące światłem nocą. Ta unikatowa aleja przez wieki przyciągała setki ludzi. Tuż przy niej w 1954 roku, powstał pierwszy salon wysokiego fryzjerstwa Dessange. Zaczął przyciągać do siebie gwiazdy światowego formatu. Lata później ten nietuzinkowy zakład wyszedł na przeciw zwykłym ludziom. Dziś profesjonalne zabiegi, dawniej dostępne dla nielicznych, możemy wykorzystywać same we własnym domu. W paryski luksus może zanurzyć się każda kobieta i poczuć się niczym w spa. Ta historia mnie ujmuje. W jesiennym czasie sięgam przede wszystkim po 3 produkty z serii Extrême 3 Huile. Połączenie 3 wspaniałych olejów: arganowego, kameliowego i pracaxi jest siłą używanych przeze mnie produktów. Szampon, nie podrażniając skóry oczyszcza, wygładza i regeneruje nawet bardzo zniszczone i zmęczone włosy, zapewniając przy tym elastyczność. Raz na tydzień staram się używać maski, która silnie odżywia, regeneruje i wzmacnia. Stosuję ją zamiast odżywki. Wystarczy trzymać ją na włosach 3 – 6 minut. Moim sprzymierzeńcem jest też olejek, który prócz tego że również odżywia, wspomaga zniszczone końcówki i nadaje blasku, chroni włosy w czasie stylizacji przed wysoką temperaturą (do 230 st C). Można go stosować zarówno na suche jak i mokre włosy, a jego dodatkowym atutem jest wydajność. Wszystkie kosmetyki tak pięknie pachną! Delikatny aromat kwiatów miesza się z nieśmiałym cynamonem.


Muzyka. Świat francuskich piosenek jest mi bardzo bliski. Często towarzyszą mi na co dzień. One, podobnie jak zapachy, są wehikułem czasu. Delikatne albo silne, kobiece albo męskie głosy splatają się z dźwiękami instrumentów, czyniąc ucztę dla paryskiego ducha. Nawet teraz kiedy piszę ten tekst, w tle sączą się francuskie słowa... Na ciele mam gęsią skórkę, w oczach łzy, w sercu bukiet wspomnień i uśmiech na twarzy.

"Si jamais j'oublie, les nuits que j'ai passées..." - "Gdybym kiedykolwiek zapomniała te minione noce (...) Przypomnij mi kim jestem..." Paryżu mój...


"Kto oddycha Paryżem – ten chroni swoją duszę." W. Hugo (Nędznicy)
« Nowszy post Starszy post »

7 komentarzy

  1. Piękne klimatyczne zdjęcia i wciągający tekst o Paryżu . Pamiętam jak czytałam na blogu Twoje wrażenia z Rzymu i przeglądałam fotorelację . Marzyłam wtedy , aby zwiedzić to piękne miasto .Kiedy się udało to było coś rewelacyjnego , czysta radość i euforia ;) Wieczne miasto jest zjawiskowe! Dzięki za te duchowe podróże :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kawa bez dwóch zdań mój ulubiony przyspak dnia :) Człowiek nie tyje a sprawie wiele przyjemności!

    OdpowiedzUsuń
  3. Język francuski zawsze jakoś do mnie przemawiał i mnie fascynował :) Z ogromną przyjemnością się go słucha!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo iż w mojej duszy bardziej Hiszpania gra, to przeczytałam właśnie piękny tekst i obejrzałam jeszcze piękniejsze zdjęcia... aż zachciało mi się wybrać do Paryża :) . Przypomniał mi się również film "O północy w Paryżu" :) ehhh

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie do Paryża przenosi dobre jedzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czuje to samo co Ty do Paryża. Porywa mnie. Pokochałam to miasto przez muzykę Aznavoura. Wspaniałego kompozytora i autora licznych tekstów.

    OdpowiedzUsuń

Instagram